Angels Landing, czyli najpopularniejszy szlak Zion National Park

Szlak na Angels Landing – postrach turystów w Zion National Park. Szczególnie tych z lękiem wysokości. Szukając informacji na jego temat z pewnością napotkacie kilka artykułów o śmiertelnych upadkach oraz o mrożących krew w żyłach sytuacjach spowodowanych brakiem rozsądku u wędrowców na trasie. Pomimo wszelkich trudności, na Angels Landing wspinają się setki osób dziennie, a o korku na odcinkach z łańcuchami krążą już legendy.

Trekking na Angels Landing stał się także jednym z obowiązkowych punktów podczas naszej wyprawy. Jako osoba, która dosyć niekomfortowo czuje się na wysokości, przed wyjazdem przeczytałam chyba cały internet 😉 Obejrzałam też większość filmów na YouTube, żeby jak najlepiej przygotować się do tej wędrówki. W nocy, tuż przed wyjściem na szlak, w mojej głowie pojawiło się mnóstwo obaw. Przewracając się z boku na bok, mając w głowie sceny z filmików obejrzanych na YouTube, przerobiłam chyba każdy możliwy scenariusz. W końcu podjęłam męską decyzję: jeżeli szlak okaże się dla mnie zbyt wymagający, nie będę próbować pokonywać go na siłę, na drżących nogach, ale przycupnę gdzieś w bezpiecznym miejscu i poczekam, aż moi towarzysze zaczną schodzić na dół. Może i mało heroicznie, ale chyba rozsądnie. A jak się później okazało, rozsądek powinien być głównym kryterium, którym kierujemy się podczas wspinaczki na Angels Landing. Ale zacznijmy od początku!


Całkowita długość szlaku: ok. 5 mil, czyli 8 km

Czas: 3-5 godzin, w zależności od sprawności fizycznej

Przewyższenie: 450 m

Trudność: na niektórych odcinkach szlak wymaga wspinaczki z użyciem rąk

Toalety: toalety znajdują się przy przystanku The Grotto, gdzie zaczyna się szlak. Jedną znajdziecie także przy Scout Lookout, jednak ze względu na trudności w wywożeniu ścieków, wędrowcy proszeni są o korzystanie z niej tylko i wyłącznie w przypadku tzw. sytuacji podbramkowej 😉

Cień: tylko na jednym, bardzo krótkim odcinku: w Refrigerator Canyon. 90% szlaku narażona jest na ekspozycję słoneczną. Kapelusz i krem z filtrem będą niezbędne.


Naszą przygodę z Angels Landing zaczynamy od pobudki o 4. Noc spędziliśmy na kempingu South Campground. Po szybkim śniadaniu (jeszcze w ciemnościach), około 5:20 udajemy się na przystanek, z którego odjeżdża shuttle bus rozwożący turystów po Parku Narodowym Zion. O 5:30 zajmujemy miejsce w kolejce do autobusu, który odjeżdża o 6:00 – mimo tego, że pojawiamy się aż pół godziny przed planowanym odjazdem, przed nami stoi już około 15 osób.

Autobus podjeżdża punktualnie o 6. Niestety nie wszyscy czekający na przystanku załapują się na wolne miejsce, co oznacza, że muszą poczekać na kolejny shuttle bus. My jednak już mkniemy Zion Scenic Drive, aby po kilkunastu minutach wysiąść na przystanku The Grotto, gdzie zaczyna się szlak. Szybka toaleta, kilka zdjęć…no i w drogę! 🙂

Początkowy odcinek szlaku jest dosyć monotonny. Razem z kilkorgiem innych turystów wspinamy się w górę po szerokiej, utwardzonej ścieżce, która wije się niczym serpentyna.

Co chwilę zaliczamy także postój na zrobienie zdjęć – Zion jest wyjątkowo fotogeniczny, czy to z góry, czy z dołu.

Po kilkudziesięciu minutach wędrówki trafiamy do Refrigerator Canyon – nazwa nie jest przypadkowa. Cień i chłodek, jaki tam zastajemy, jest przyjemną odmianą od palącego słońca. Zaraz za Refrigerator Canyon rozpoczyna się kolejna serpentyna: złożona z 21 „zygzaków” Walter’s Wiggles, dzięki której w dosyć szybkim tempie pokonujemy spore przewyższenie.

W ślimaczym tempie pokonujemy Walter’s Wiggles, po czym docieramy do przełęczy Scout Lookout, czyli skalnej, szerokiej platformy, na której zapada zazwyczaj decyzja: pakujemy się dalej – i wąską granią ruszamy na szczyt, czy jednak nasze zdrowie psychiczne jest nam droższe niż fotka na instagrama, w związku z czym zawracamy, ew. zostajemy i w towarzystwie chipmunków oczekujemy powrotu tej odważniejszej części naszej wycieczki 😉

Przed nami ostatnie pół mili na szczyt. W tym momencie rozpoczyna się także odcinek z łańcuchami. Niewiele myśląc, zatrzymując się tylko na uzupełnienie płynów, ruszamy dalej. Mam wrażenie, że w naszej grupie byłam jedyną osobą, na której wędrowanie nad przepaścią robi wrażenie – reszta wycieczki minę miała niewzruszoną (albo naprawdę ich to nie ruszyło, albo wręcz przeciwnie, ale nie dali po sobie tego poznać – gra aktorska na najwyższym poziomie ;)).

Ku mojemu zaskoczeniu: szlak na żywo nie wygląda aż tak strasznie jak na zdjęciach i nagraniach z YouTuba! Szerokość, a raczej: wąskość grani nadal robi wrażenie, ale czuję się na tyle pewnie, że ruszam w górę na czele grupy. Podczas przejścia ze Scout Lookout na sam szczyt jesteśmy praktycznie sami. Większość wędrujących z nami osób zatrzymała się na przerwę przed odcinkiem z łańcuchami, dlatego możemy cieszyć się wspinaczką w samotności. Jeżeli jednak zdarzyło by się, że na szlaku pojawi się więcej ludzi: nie martwcie się, na odcinku łańcuchowym jest wiele miejsc, na których bezpiecznie można minąć się z innymi osobami. Ktoś bardzo dobrze to rozplanował!

Po kilkudziesięciu minutach naszym oczom ukazuje się on: szczyt Angels Landing. Oprócz nas znajduje się tam może 5-6 osób, nie ma więc problemu ze znalezieniem miejsca na odpoczynek. Przysiadamy na skałach i uzupełniając kalorie rozkoszujemy się widokiem, dla którego tutaj przyszliśmy: przed nami zapierająca dech w piersiach dolina przecięta Virgin River.

Zasłużoną przerwę i napawanie się widokami przerwać może tylko jedno: chipmunki 😉 Niektóre z nich są na tyle odważne, że próbują wyciągać turystom kanapki z plecaków i podchodzą tak blisko, że w pewnym momencie boję się, iż przy zmianie pozycji zgniotę lub nadepnę jednego z nich. Pomimo że chipmunki są szalenie urocze i skradają serca turystów, pamiętajcie: pod żadnym pozorem nie wolno ich dokarmiać! Grozi za to nie tylko mandat w wysokości 100$: warto też wiedzieć, że karmiąc dzikie zwierzęta w parkach narodowych tak naprawdę bardziej im szkodzimy, niż pomagamy.

Droga w dół upływa nam w przyjemnej atmosferze (nie oszukujmy się, pełny brzuch to od razu +10 do odwagi i +20 do dobrego humoru ;)): znowu pokonujemy ją praktycznie sami. Jedynie na końcowym odcinku łańcuchowym mijamy się z kilkoma osobami idącymi w górę, nie zdarzyła nam się jednak żadna z sytuacji, o których czytałam przed wyjazdem: wszyscy kulturalnie ustępują sobie miejsca, poklepują się po plecach i dopingują dobrym słowem do dalszej wspinaczki.

Tak naprawdę dopiero po pokonaniu Walter’s Wiggles uderza nas tłum prący do góry. Zawsze w takich momentach dopada mnie refleksja: jest już około 10 rano, temperatura sięga 30 stopni, słońce praży: czy brzmi to jak wymarzona pogoda do wędrówki? Czy nie lepiej wystartować z samego rana, tak, aby uniknąć wysokich temperatur i tłumów na szlaku? Nawet moja grupa, która z grymasem na twarzy zniosła informację, że „jutro pobudka o 4”, widząc teraz tych umęczonych ludzi, cieszy się, że wyruszyliśmy tak rano.

Na ostatnim odcinku szlaku zbaczamy jeszcze na chwilę w stronę rzeki, aby około 11 dotrzeć do punktu wyjścia: na przystanek The Grotto. Dumni i zadowoleni, chociaż trochę zmęczeni, pakujemy się do shuttle busa, aby przed 12 znaleźć się już na kempingu i odpocząć przed wyruszeniem na kolejny szlak.


Szlakiem Angels Landing wędrowaliśmy dokładnie w połowie czerwca. Jakimś cudem udało nam się jednak uniknąć przepychania na łańcuchach – do dzisiaj nie wiem, czy po prostu tak dobrze trafiliśmy, czy może tłumy turystów pojawiają się w Zion tylko w weekendy. Jedno jest pewne: aby zmaksymalizować swoje szanse na udaną wycieczkę, powinniście przestrzegać kilku żelaznych zasad.

1. Wyrusz na szlak bardzo wcześnie rano: najlepiej pierwszym autobusem. Jego rozkład znajdziesz na stronie National Park Service: https://www.nps.gov/zion/planyourvisit/shuttle-system.htm

2. Do plecaka obowiązkowo spakuj kapelusz, krem z filtrem, wodę (najlepiej 3-4 litry na osobę) oraz wysokokaloryczne przekąski.

3. Stabilne buty wskazane: raczej nie wybierałabym się na Angels Landing w trampkach lub sandałach.

4. Pamiętaj o Twoim najlepszym towarzyszu: rozsądku. Nie szarżuj, nie zbiegaj z góry, bo bardzo tam łatwo o poślizgnięcie się na piachu, nie przepychaj się w najwęższych miejscach i na łańcuchach.

5. Jeżeli doświadczysz zawrotów głowy i uznasz, że nie podołasz dalszej wędrówce (obojętne czy objawy wywołane te będą lękiem wysokości, czy zmęczeniem): zawróć. Możesz także poprosić kogoś o sprowadzenie Cię do najbliższego punktu, w którym trochę ochłoniesz, odpoczniesz i w którym ekspozycja nie będzie aż tak widoczna.

6. Jeżeli na horyzoncie kłębią się chmury burzowe – zawracamy. Wspinaczka na Angels Landing jest wymagająca, ale podczas burzy robi się po prostu niebezpieczna.


Chętnie posłucham, jak Wy wspominacie swoją wędrówkę na Angels Landing. Jak oceniacie trudność tego szlaku? Było gorzej, niż sobie wyobrażaliście, czy wręcz przeciwnie: pokonanie grani nie przysporzyło Wam żadnego kłopotu?

Mogą Ci się spodobać

91 komentarzy

  1. Pingback: cialis otc
  2. Pingback: canadian viagra
  3. Pingback: propecia 1 mg uk
  4. Pingback: viagra prices
  5. Pingback: arava 10 mg tablet
  6. Pingback: order aricept 5 mg
  7. Pingback: cialis price uk
  8. Pingback: ajanta viagra
  9. Pingback: celexa usa
  10. Pingback: claritin otc
  11. Pingback: real casino
  12. Pingback: online casinos
  13. Pingback: Dank Vapes
  14. Pingback: go car insurance
  15. Pingback: natural viagra
  16. Pingback: cbd oil wholesale
  17. Pingback: define assignments
  18. Pingback: random assignments
  19. Pingback: buy essay paper
  20. Pingback: cleocin pills
  21. Pingback: combivent pharmacy