Road trip po zachodzie USA: gotowa trasa do pokonania w 3 tygodnie

Los Angeles, San Francisco, Las Vegas, Wielki Kanion, Monument Valley i Route 66 – czy jest na sali ktoś, kto nigdy nie marzył o wyprawie na west coast? Założę się, że road trip po zachodnim wybrzeżu USA figuruje na większości podróżniczych bucket list, czyli rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Przygotowując się do wyprawy oczami wyobraźni widzicie już te wszystkie miejsca znane z filmów, wyobrażacie sobie, jak mkniecie przez amerykańskie bezdroża, z zapałem zabieracie się za planowanie trasy, odpalacie wujka Google…i właśnie wtedy dopada Was zwątpienie. Szok i niedowierzanie.

Jest jedna rzecz, którą musimy powiedzieć sobie już na wstępie: chociażbyście stanęli na głowie, w 3 tygodnie nie da się zobaczyć wszystkiego. Nie. Koniec, kropka. Pewnie wielu z Was, widząc nasz plan, zapyta: a gdzie Joshua National Park? Albo: ale żeby tak ominąć Bryce National Park? Ano tak. Jest wiele miejsc, które z bólem serca pominęliśmy. Jak mawiał klasyk: życie to sztuka wyborów 😉 A więc wybraliśmy – miejsca, na których najbardziej nam zależało (no dobra, ja wybrałam…ale reszta grupy jakoś nie protestowała!). Miejsca od lat goszczące na okładkach Travelera i National Geographic, widniejące na wszystkich listach „must see” i „must visit”. Miejsca, o których zobaczeniu marzyliśmy od dziecka.

Planując naszą trasę zależało mi, aby: 1) zaczynała się i kończyła w Los Angeles, 2) zatoczyć okrąg, bez niepotrzebnego nadrabiania kilometrów, 3) aby ciągle były to wakacje – bez pędzenia z punktu A do B z językiem na wierzchu, 4) aby zasmakować różnorodności, by w przyszłości móc zadecydować, gdzie podobało nam się najbardziej i gdzie chcielibyśmy wrócić. I wiecie co? Chyba nam się udało – można powiedzieć, że plan wykonaliśmy w 90% 😉 Poniżej znajdziecie całkowitą trasę (wraz z kilometrażem i wskazówkami), którą pokonaliśmy podczas naszego road tripu w czerwcu 2018 roku. Zachęcam Was do podążania naszymi śladami!


Podczas 3-tygodniowej podróży pokonaliśmy dokładnie 4150 mil. Najdłuższy jednorazowy odcinek to około 900 kilometrów, które dzieli PN Zion od PN Yosemite. Poniżej znajdziecie wszystkie odwiedzone przez nas miejsca:

Los Angeles – Park Narodowy Sekwoi – Ridgecrest – Dolina Śmierci – Las Vegas – Hoover Damm – Route 66 (Kingman-Seligman) – Grand Canyon – Sedona – Flagstaff – Upper Antelope Canyon – Horeshoe Bend – Page – Lake Powell – Monument Valley – Moab – Arches National Park – Zion National Park – Mono Lake – Yosemite National Park – San Francisco – Portola Redwoods – Monterey – Carmel by the Sea – Bixby Creek Bridge – Pfeiffer Beach – McWay Falls – Morro Bay – Piedras Blancas – Los Angeles

Podróż rozpoczynamy w Mieście Aniołów – Los Angeles. Po przylocie, odstaniu w kolejce do wyjścia i odebraniu samochodu docieramy do motelu. Jest już późne popołudnie, więc sił starcza nam jedynie na wniesienie bagażu do środka, omówienie planu na najbliższe dni, zakup biletów do Universal Studios i około godziny 20:00 wszyscy jak muchy padamy w swoich łóżkach. Dzień drugi poświęciliśmy na zabawę w Universal Studios Hollywood – pojawiamy się tam tuż po otwarciu, wychodzimy jako jedni z ostatnich, ale i tak (niestety) nie udaje nam się zaliczyć wszystkich atrakcji [1]. Dzień trzeci mija nam na zakupach w Walmart (głównie na poszukiwaniu gazu do kuchenki turystycznej [2]) oraz na dojeździe do Parku Narodowego Sekwoi [3].

Noc spędzamy na campingu, a rano wyruszamy na zwiedzanie PN Sekwoi. W godzinach popołudniowych udajemy się w kierunku Ridgecrest – miejscowości, która dla wielu jest bazą wypadową do Doliny Śmierci.

Pobudka o 3:00 rano (ku radości moich współtowarzyszy), aby najpóźniej o 4:00 siedzieć już w samochodzie pędzącym w kierunku Doliny Śmierci. Chcemy opuścić to miejsce przed 11 rano, aby uniknąć największego upału.

Przed 7:00 dojeżdżamy do pierwszego punktu z naszej listy „must see”: Mesquite Flat Sand Dunes. Następnie zaliczamy krótki postój w Visitor Center w Furnace Creek, po czym udajemy się do Badwater, Zabriskie Point oraz na punkt widokowy Dante’s View. Zgodnie z planem, kilka minut przed 11 kierujemy się już w stronę Las Vegas. Temperatura w mieście jest nie do zniesienia, dlatego też popołudnie spędzamy w hotelowym basenie, by dopiero wieczorem (około 19) udać się na spacer ulicami Vegas.

Dzień szósty poświęcamy na odwiedzenie Zapory Hoovera oraz przejazd historycznym odcinkiem Route 66 (z Kingman do Seligman). Zatrzymujemy się na obiad w słynnym Road Kill Cafe [4], po czym udajemy się na krótki spacer po samym miasteczku (niełatwo spaceruje się z pełnymi brzuchami!). Po sesji przy słynnym znaku Route 66 namalowanym na drodze ruszamy do miejsca docelowego: Mather Campground, kempingu znajdującego się na terenie PN Wielkiego Kanionu.

Dzień rozpoczynamy od wschodu słońca na Mather Point – jest to nasza pierwsza wizyta nad Wielkim Kanionem, więc podekscytowani oczekujemy na moment, w którym słońce wstanie i odsłoni przed nami jeden z najbardziej wyczekiwanych punktów wycieczki. Następnie wracamy na camping, by po krótkim śniadaniu wyruszyć na trekking w dół kanionu szlakiem South Kaibab. Docieramy do połowy drogi pomiędzy Cedar Ridge i Skeleton Point, po czym zawracamy. Znowu wracamy do namiotów na krótką sjestę, napełniamy brzuchy i tuż przed zachodem słońca zabieramy nasz samochód na przejażdżkę Desert View Drive. Noc spędzamy ponownie na campingu Mather Campground.

Wczesnym rankiem udajemy się do Sedony, aby odbyć dwa trekkingi: do Devil’s Rock oraz Cathedral Rock. Wieczorem udajemy się do Flagstaff, gdzie zarezerwowaliśmy hotel.

Z samego rana (coś nowego! ;)) opuszczamy Flagstaff i udajemy się do Kanionu Antylopy (Upper Antelope Canyon). Wejściówki zakupiliśmy na godzinę 11:00, więc liczymy, że uda nam się zobaczyć słynne „light beams” – i nie mylimy się! Trafiamy na bardzo fajną panią przewodnik, która ciekawie opowiada o kanionie i która okazuje się specjalistą w jego fotografowaniu. Następnym punktem wycieczki jest Horseshoe Bend, a potem już tylko hotel, chwila odpoczynku i obiad w rewelacyjnej knajpie Big John’s Texas BBQ [5]. Na zakończenie dnia udajemy się na zachód słońca nad Lake Powell.

Około godziny 9:00 opuszczamy nasz hotel i udajemy się do Wahweap Marina nad Lake Powell, gdzie wypożyczamy kajaki. Po niespełna 2 godzinach pogoda psuje się jednak na tyle, że jesteśmy zmuszeni do ich zwrócenia. Rozpętuje się burza, a my wyruszamy w kierunku Doliny Monumentów, by zakończyć ten dzień na campingu z widokiem za milion dolarów: The View Campground.

Przed południem wybieramy się na standardową rundę objazdową po Dolinie Monumentów, po południu natomiast mkniemy w stronę Parku Narodowego Arches. Noc spędzamy na campingu KOA w Moab.

Rankiem udajemy się na szlak prowadzący do Delicate Arch [6]. Park jest przepiękny i bardzo żałujemy, że nie możemy poświęcić na niego więcej czasu. Popołudnie mija nam na pokonywaniu drogi z Arches do Zion. Noc spędzamy na z trudem wywalczonym campingu South Campground.

Pobudka tuż po 4:00, aby zdążyć na pierwszy shuttle bus, który dowiezie nas na początek szlaku Angel’s Landing. Przed 12:00 jesteśmy z powrotem na campingu, gdzie przygotowujemy sobie obiad i ucinamy krótką drzemkę. Po południu, kiedy upał zelżeje, udajemy się ponownie na szlak: tym razem wybieramy coś lżejszego, a mianowicie Upper Emerald Pools.

Do przejechania mamy około 900 kilometrów, a więc nie planujemy tego dnia żadnych dodatkowych atrakcji. Tuż przed PN Yosemite zatrzymujemy się jedynie na krótki spacer przy Mono Lake, po czym ponownie ruszamy w kierunku naszego campingu.

Od 7 rano polujemy na miejsce na legendarnym Camp 4 (camping działa na zasadzie first come-first serve). Okazuje się, że nasza ekipa zgarnia 4 ostatnie numerki (ranger przydziela jeden numerek na osobę), a więc spokojni, że mamy gdzie spać przez najbliższe dwie noce, rozdzielamy się – panie wyruszają na poszukiwanie pralki i prysznica, a panowie dzielnie oczekują w kolejce, przy okazji przygotowując śniadanie [7]. Około 13 udajemy się na przydzielone miejsce, aby rozłożyć tam nasz przybytek. Po południu wyruszamy na spacer po Dolinie Yosemite.

Kolejnego dnia, wczesnym rankiem (około godziny 7) żeńska część naszej grupy udaje się na spacer do Lower Yosemite Fall (panowie w tym czasie smacznie chrapią, ah te priorytety ;)), a po śniadaniu wszyscy razem wyruszamy na szlak do Upper Yosemite Falls. Droga w dwie strony zajmuje nam on około 10-11 godzin (wliczając w to kąpiel i leniuchowanie nad wodospadem). Szlak jest na tyle wymagający, że pod koniec dnia umęczeni wcinamy tylko pizzę w jedynej pizzerii w Dolinie Yosemite, po czym padamy w namiotach.

Rano z łezką w oku opuszczamy Dolinę Yosemite (tuż przed wyjazdem udaje nam się zobaczyć niedźwiadka spacerującego w pobliżu Camp 4), po czym razem ze Scottem McKenzie w głośnikach obieramy kierunek na San Francisco. Po południu docieramy do miasta i udajemy się na spacer w okolice Fisherman’s Wharf i Pier 33.

Następniego dnia zaliczamy wizytę w Alcatraz [8] oraz wycieczkę na Golden Gate Bridge. Po południu opuszczamy San Francisco i udajemy się na nocleg do Portola Redwoods State Park.

Dnia dziewiętnastego rozpoczynamy podróż słynną kalifornijską „jedynką”. Widoki po drodze są fenomenalne: zatrzymujemy się nie tylko na krótki przystanek w Monterey, Carmel by the Sea, Bixby Creek Birdge, Pfeiffer Beach i McWay Falls, ale także na każde moje zawołanie 😉 Praktycznie za każdym rogiem kryje się tam piękny krajobraz. Podczas naszej podróży „jedynka” wciąż była zablokowana (w wyniku osunięcia się ziemi w 2017r.), dlatego dojeżdżamy tylko do miejscowości Gorda, po czym objazdem udajemy się do Morro Bay, gdzie zarezerwowaliśmy camping nad brzegiem oceanu.

Przedostatniego dnia naszej podróży nadrabiamy trochę kilometrów, aby udać się do Piedras Blancas, gdzie znajduje się legowisko słoni morskich. Przez kilkanaście minut obserwujemy zwierzęta, po czym udajemy się w drogę powrotną do Los Angeles – z przystankiem na Matador Beach w Malibu.

Ostatniego dnia znajdujemy jeszcze czas na wysprzątanie i szybkie mycie samochodu, wycieczkę do Alei Gwiazd oraz Griffith Observatory, aby tuż przed wylotem zobaczyć znak Hollywood. Ostatnim obowiązkowym punktem jest plaża Santa Monica. Po południu czas na szybki lunch (w In-N-Out Burger), zatankowanie samochodu i najmniej przyjemną część każdego urlopu…czyli lot powrotny do domu. O 21 siedzimy już na pokładzie airbus’a British Airways, aby o 16:05 dnia następnego postawić nogę na lotnisku Heathrow w Londynie i tym samym zakończyć naszą pierwszą (ale na pewno nie ostatnią!) podróż na zachód USA.


Tak! Zmieniłabym kolejność – z Los Angeles udałabym się od razu do Doliny Śmierci, a PN Sekwoi odwiedziłabym pomiędzy wizytą w Yosemite a San Francisco. No i oczywiście spędziłabym więcej czasu w PN Arches.


[1] spoglądając wstecz na naszą wizytę w Universal Studios, dobrym pomysłem wydaje się zakup express passu – nigdy nie wiadomo, jakie tłumy przybędą danego dnia do parku

[2] nie powtarzajcie naszego błędu – warto przed wyjazdem zrobić zamówienie online w Walmarcie (z odbiorem w jednym ze sklepów), aby oszczędzić sobie godzin spędzonych na poszukiwaniu poszczególnych produktów

[3] podczas całej podróży korzystaliśmy z nawigacji Google Maps, jednak najlepiej używać jej w trybie online – w trybie offline, podczas dojazdu do PN Sekwoi, nie do końca poprawnie wyznaczyła trasę, w wyniku czego musieliśmy nadrobić kilkanaście kilometrów wąskimi, górskimi ścieżkami

[4] zjecie tutaj obłędnie pyszne burgery i żeberka!

[5] jedzenie może nie było najwyższych lotów (co nie oznacza, że było niesmaczne!), niemniej jednak klimat tego miejsca zwalił mnie z nóg. A zwłaszcza muzyka country na żywo.. 😉

[6] udając się na ten szlak w godzinach 9:00-18:00 przygotujcie się na tłumy podobne do tych nad Morskim Okiem w długi, sierpniowy weekend 😉

[7] zasady są dosyć surowe – nawet po otrzymaniu numerka niestety nadal musimy oczekiwać w kolejce (na rejestrację). Jeżeli ranger wywoła nasz numerek, a nas nie ma na miejscu – nasze miejsce przepada

[8] wykupcie możliwie najwcześniejszy rejs, aby móc cieszyć się wyspą i więzieniem (prawie) w samotności. Po godzinie 10:00 rano turystów jest już na tyle dużo, że można zapomnieć o klimatycznych zdjęciach więzienia

Mogą Ci się spodobać

104 komentarze

  1. Cześć Angelika, dziękuję za bardzo fajny plan podróży i wszystkie wskazówki. Super że dzielisz się swoim doświadczeniem. Pewnie już się zastanawiasz kiedy następna wyprawa 🙂 My planujemy naszą podróż od połowy sierpnia, najpierw Nowy York, później lot do San Francisco – stamtąd wyruszamy i tam kończymy. Na SF przeznaczamy 2 pełne dni, potem jedziemy w kierunku Parku Sekwoi, Doliny Śmierci, Yosemite i LV, potem po łuku w dół.. do San Diego i w górę do SF.Namiot i śpiwory na pewno kupimy w Walmarcie on-line, tak jak radzisz. Obecnie zastanawiamy się jak zarezewować miejsce na campingu w Yosemite..Wiem, że jest ciężko. My też chcemy jechać na Camp4, ale zastanawiam się co zrobimy, jeśli nie dostaniemy tam miejsca?? Pozdrawiam serdecznie

    1. Cześć Ola 🙂 To prawda, miejsce na campingu w Yosemite dostać jest dosyć ciężko, ale nie jest to niemożliwe.
      Jeżeli startujecie w połowie sierpnia, to możecie próbować swoich sił w rezerwowaniu campingu Upper, Lower lub North Pines: każdy z nich można rezerwować z 5-miesięcznym wyprzedzeniem (dokładny grafik znajdziesz tutaj: https://recreationonestopprod.service-now.com/external?id=kb_article&sys_id=72fff607dbe8a30022f970c08c961990&table).

      Jeżeli nie uda się z campingami Pines, spróbujcie zarezerwować chociaż pierwszą noc na Hodgdon Meadow Campground (nie jest tak oblegany, jak campingi w Dolinie Yosemite, ale wciąż jest to camping na terenie parku, dojazd do Doliny zajmuje jakieś 25-30 minut). Po spędzeniu nocy na Hodgdon Meadow, z samiutkiego rana możecie startować na Camp 4 – jeżeli ustawicie się w kolejce przed 7 rano, raczej nie powinno być problemu z miejscem! 🙂

      Zazdroszczę Wam sierpniowej wyprawy, sama chętnie wróciłabym na zachód czym prędzej 🙂 Bezpiecznej podróży! 🙂

  2. Bardzo wiele mil, nieco mniej atrakcji, chociaż także sporo jak na tak krótki czas. Wiele atrakcji potraktowaliście po macoszemu.Nazywam to grzechem pierwotnym. Większość nowicjuszy tak pędzi, ale ja uważam to za błąd. Jestem zwolennikiem pozostania w jednym miejscu znacznie dłużej, na rzecz mniejszej ilości odwiedzanych miejsc. Amerykańskie parki są przeogromne i jest ich tak wiele, że gdybyście mieli na USA nawet 6 miesięcy czasu, to nie zobaczylibyście wszystkiego.Gdy wracam z jednej wycieczki, już tęsknię do kolejnej. Czy Ty też tak masz?

  3. Niektórzy zapominają, że większość turystów z Polski nie ma wielu tygodni urlopu w roku, ani też z różnych względów nie może pozwolić sobie na wielokrotne powroty do Stanów, by za każdym razem odwiedzać nowe miejsca. Stąd chęć zobaczenia jak najwięcej podczas jednej podróży.
    Myślę, że ten program z pewnością zainspiruje kogoś do ułożenia trasy swojego wymarzonego road tripa po dzikim zachodzie! 🙂
    Życzę kolejnych udanych wyjazdów. 🙂

  4. Pingback: cialis 20 mg
  5. Pingback: droga5.net
  6. Pingback: calais
  7. Pingback: viagra for sale
  8. Pingback: buy Cialis 60mg
  9. Pingback: Cialis 80mg nz
  10. Pingback: lasix 100mg prices
  11. Pingback: viagra substitute
  12. Pingback: cheap amaryl 4 mg
  13. Pingback: buy antivert 25mg
  14. Pingback: viagra otc
  15. Pingback: buy arimidex 1 mg
  16. Pingback: cheap buspar 5 mg
  17. Pingback: cialis gel caps
  18. Pingback: cost of cardizem
  19. Pingback: fast acting viagra
  20. Pingback: how to buy casodex
  21. Pingback: cheap ceftin
  22. Pingback: celexa 10mg cost
  23. Pingback: cipro coupon
  24. Pingback: claritin cost
  25. Pingback: casino slot games
  26. Pingback: slots online
  27. Pingback: real money casino
  28. Pingback: play casino
  29. Pingback: slot machines
  30. Pingback: payday
  31. Pingback: top personal loan
  32. Pingback: cbd oil wholesale
  33. Pingback: cbd oil 300mg
  34. Pingback: assignment helper
  35. Pingback: colchicine online
  36. Pingback: cialis sale online
  37. Pingback: coreg purchase